Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.

zaloguj się
Dostępność





 
Strona główna » Aktualności

„Amber Gold to była dziwna firma, dokonująca dziwnych przelewów”

17:53, 13.03.2018;

– Amber Gold to była dziwna firma, dokonująca dziwnych przelewów; przypuszczaliśmy, że może dojść do próby wyprania pieniędzy przez podmioty publiczne – mówił b. szef gdańskiej delegatury ABW Adam Gruszka we wtorek przed komisją śledczą.


Podziel się:   Więcej

– Sprawa Amber Gold w mojej świadomości rozpoczęła się w kwietniu lub maju 2012 r., jeśli chodzi o działania ABW. Natomiast jesienią 2011 r. miałem świadomość, że sprawą tą interesuje się wydział do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej w Gdańsku – mówił Gruszka.

Dopytywany przez Jarosława Krajewskiego (PiS), kto przekazał mu informację na temat firmy Marcina P., świadek zeznał, że konkretna informacja, którą dysponowała Agencja, pochodziła od Głównego Inspektora Informacji Finansowej. – Ta informacja wpłynęła do ABW w Warszawie – doprecyzował.

– Z delegatury stołecznej dowiedziałem się, że na moim terenie funkcjonuje dziwna firma (...), że ta firma dokonuje bardzo dziwnych przelewów na konta bardzo dziwnych osób – mówił. Dodał, że jednym z nich był przelew na gdańskie zoo, czy finansowanie filmu o Lechu Wałęsie.

– To były kosmiczne przelewy, które się nie mieściły w granicach rozsądnego postępowania gospodarczego – kontynuował Gruszka.

Jak dodał, w Warszawie zapadła decyzja, że będzie otrzymywał informacje o pojedynczych przelewach, by je następnie zweryfikować.

– Uznaliśmy w gronie: zastępca szefa, dyrektor delegatury stołecznej i ja, że przekazanie wprost tych materiałów, poza moją osobą, może skutkować tym, że do końca nie wyjaśnimy sprawy – wskazał.
 
 
 
...
 
„Przypuszczaliśmy, że może tutaj dojść do próby wyprania pieniędzy przez podmioty publiczne”

Witold Zembaczyński (N) dopytywał świadka, czy przelewy, o których mówił, mogły być formą łapówki. Świadek, odpowiadając na to pytanie, wskazał, że Agencja dysponowała 90 stronami materiałów, z których wynikało, że P. w ciągu 2011 r. dokonywał przelewów. – Pieniądze się gromadzą i nagle dochodzi do przelewu, na OLT Express, Jet Air, itd. – mówił świadek.

– Przypuszczaliśmy, że może tutaj dojść do próby wyprania pieniędzy przez podmioty publiczne, to nas najbardziej zainteresowało – mówił dalej.

– Kwestia inwestowania w linie lotnicze wydawała nam się idealnym sposobem na wyprowadzenie pieniędzy, z racji bardzo skomplikowanego ruchu, tankowania, itd. – stwierdził świadek.

Dopytywany o konkretne czynności podejmowane przez Agencję, Gruszka wskazał, że „nie mieliśmy konkretnych czynności”. – Chodziło o delikatne sprawdzenie, tak aby żadna ze stron, która jest beneficjentem tych pieniędzy, się o tym nie dowiedziała – zaznaczył. Chodziło o to – jak mówił dalej – żeby informacja o sprawdzeniach nie dotarła do Marcina P.

W dalszej części przesłuchania świadek poruszył kwestie inwestowania Marcina P. w nieruchomości w Gdańsku. – Marcin P. przychodził do biura (firma Portico Galicja – PAP) wynajmował sobie kolejne lokale do prowadzenia swojej działalności. Pan prowadzący to biuro, bardzo szybko się zorientował, że ma do czynienia z osobą, dla której czynsz od metra nie ma większego znaczenia, więc zaproponował mu inwestycje w nieruchomości – mówił Gruszka.

Jak wskazał, szef tego biura obrotu nieruchomościami chciał zainteresować P. m.in. działką przy ul. Rajskiej w Gdańsku. – Podobno na podstawie namów tego pana, jak zakupi tę ziemię i dokona inwestycji, może uzyska przychylność urzędników w mieście – relacjonował świadek.
„Nie było zakazu zajmowania się wątkiem Michała Tuska

Gruszka był pytany przez Jarosława Krajewskiego (PiS) o zeznania funkcjonariuszy ABW, którzy wskazywali, że mieli zajmować się głównym wątkiem sprawy Amber Gold, a nie zajmować się wątkami pobocznymi pod groźbą zarzutów o utrudnianie śledztwa. Krajewski pytał świadka, czy to on wydał zakaz badania pobocznych wątków.

– Nie, o tym dowiedziałem się dopiero z przesłuchania, o takim zakazie – odpowiedział świadek. Gruszka zaznaczył jednak, że „rolą dyrektora delegatury ABW jest ściąganie funkcjonariuszy, którzy bujają w obłokach, na ziemię”.

– I to często realizowałem, ponieważ jeżeli ktoś niekiedy zabiera się za rzeczy, które chciałby realizować, a informacja staje się mało wiarygodna, to niestety na takie działania oczywiście pozwolić nie można, kiedy wcześniej trzeba zrealizować inne czynności – powiedział świadek.

Nie zgodził się z oceną Krajewskiego, że to on „hamował oczekiwania funkcjonariuszy operacyjnych, żeby zajmować się również innymi wątkami, które nie zostały zlecone przez prokuraturę”.

Następnie Krajewski pytał o zatrudnienie Michała Tuska w liniach lotniczych zależnych od Amber Gold. Gruszka zeznał, że w sierpniu 2012 r. dowiedział się, że Michał Tusk współpracuje z Marcinem P. Zaznaczył, że od 11 lipca do 9 sierpnia nie był w delegaturze, ponieważ przebywał w szpitalu.
„Uważam, że pan Michał Tusk w tej sprawie jest podobnie ofiarą, jak wiele innych osób”

Poseł PiS pytał świadka, jakie czynności zlecił, gdy dowiedział się, że syn ówczesnego premiera współpracował z twórcą Amber Gold oraz z kim ze swoich przełożonych rozmawiał na ten temat.

– Z przełożonymi na ten temat nie rozmawiałem – odpowiedział świadek. Dopytywany, czy nigdy nie rozmawiał nt. Michała Tuska z ówczesnym szefem ABW Krzysztofem Bondarykiem, zapewnił, że „nie”.

Gruszka powiedział, że nie wierzył w sytuację, że „odpowiedzialny” prezes lotniska w Gdańsku Tomasz Kloskowski, pchnie Michała Tuska w objęcia takiego człowieka jak Marcin P. – Uważam, że pan Michał Tusk w tej sprawie jest podobnie ofiarą, jak wiele innych osób – powiedział świadek.

Krajewski zapytał go, jakie czynności zlecił, żeby ustalić, choćby poprzez działania operacyjne, do czego Marcinowi P. był potrzebny syn ówczesnego premiera. – Takich działań nie zlecałem – powiedział Gruszka.

– Te czynności miały być wykonane w ramach wyłączonych materiałów do odrębnego śledztwa, na ten temat prowadziliśmy rozmowy z prokuratorem (Dariuszem) Różyckim – powiedział świadek. Różycki był szefem gdańskiej prokuratury okręgowej.

– Nie formułowałem w stosunku do żadnego z funkcjonariuszy zakazu zajmowania się wątkiem Michała Tuska” – zapewnił świadek.


„Nie znam żadnego aktu prawnego, który nakłada na ABW ochronę dorosłych dzieci osób publicznych”

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała, czy ABW zweryfikowała, kto stał za zatrudnieniem Michała Tuska i czy ewentualnie Marcin P. lub grupa osób wokół niego, nie będzie próbowała wpływać na Michała Tuska, szantażować go i tym samym stwarzać pewne zagrożenie dla ówczesnego premiera.

– Takich daleko idących wniosków nie wysnuliśmy (...). Osoba syna premiera, która jest osobą dorosłą, która ma wykształcenie wyższe, która jest dziennikarzem, to nie jest osoba, którą prowadzi się za rękę, ta osoba żyje i działa na własny rachunek. Nie znam żadnego aktu prawnego, który nakłada na ABW ochronę dorosłych dzieci osób publicznych – mówił Gruszka.

Przekonywał, że na tamtym etapie sprawy Amber Gold należało jak najszybciej dokonać zatrzymania Marcina P., „aby uratować to, co było jeszcze do uratowania”.

Wassermann pytała świadka, czy informacja o zatrudnieniu syna premiera w firmie Marcina P. nie była dla niego warta zweryfikowania. – Ta informacja była znana przełożonym, tak samo jak i mi. Skoro była ona znana z prasy, ja ją poznałem będąc poza delegaturą, jestem przekonany, że również moim przełożeni znali tę informację – zeznał b. szef gdańskiej ABW.
„W mojej ocenie Marcin P. nie był słupem”

– W mojej ocenie Marcin P. nie był słupem; po pierwszym zatrzymaniu P. był osobą rozbitą, gdyby ktoś za nim stał, na pewno już wtedy przyznałby się do tego – mówił b. szef gdańskiej delegatury.

Świadek zaznaczył jednocześnie, że nie ma 100-procentowej pewności, że Marcin P. nie był słupem. – Ja mówię o tym, co było w materiałach – tłumaczył, wskazując na „irracjonalność” zakupów, jakich dokonywał P.

– Charakteryzując jego sylwetkę, doszedłem do wniosku, że jest to osoba, która zgromadziła duże środki pieniężne i uznała, że coś trzeba z nimi robić. Postępowała w mojej ocenie bardzo nieracjonalnie – mówił świadek.

Jak wskazał dalej, przekazywanie przez P. pieniędzy z Amber Gold matce swojej żony „nie jest ukrywaniem środków pieniężnych przed organami podatkowymi ani służbami”. – Jeżeli ktoś kto zadałby sobie tyle trudu, to umiałby wyprowadzić te pieniądze w sposób bardziej finezyjny – ocenił.

W trakcie przesłuchania Gruszka był też pytany przez członków komisji m.in. o kwestię wejścia funkcjonariuszy do siedziby Amber Gold w połowie sierpnia 2012 r.

– Stanowisko prokuratury było takie, że nie wchodzimy do Amber Gold dopóty, dopóki wypłaca pieniądze (klientom – PAP). Najprawdopodobniej obawiano się jakiegoś niezadowolenia społecznego, że to służby zepsuły, przejęły pieniądze, że prokuratura zepsuła super interes – zeznał świadek.

– Umówiliśmy się, że nie wchodzimy, dopóki wypłaca. Potem przestał wypłacać i dalej nie wchodzimy, stąd wystąpiła taka moja irytacja – zeznał.

Świadek: W połowie 2010 r. uważaliśmy temat Amber Gold za zamknięty
„Nie sądzę, aby dochodziło tutaj do jakichś przecieków”

Gruszka, odpowiadając na pytania komisji, ocenił, że nie sądzi, aby z Agencji były przecieki do Marcina P. m.in. dotyczące jego zatrzymania. Jak tłumaczył, P. został zatrzymany w swoim mieszkaniu, a w sejfie Amber Gold w tym dniu znajdowało się złoto. – Nie sądzę, aby dochodziło tutaj do jakichś przecieków. Gdyby miał przeciek, to przecież nie trzymałby tego złota, jeśli chciałby je ukryć, w siedzibie Amber Gold akurat w tym dniu – mówił.

Dodał, że po wejściu ABW do Amber Gold P. był osobą „totalnie roztrzęsioną”. – Gdyby ktoś za tamtą osobą stał, to już wtedy Marcin P. powiedziałby nam, kto to jest. Natomiast po sześciu latach siedzenia w zakładzie karnym nie byłoby tutaj żadnych wątpliwości – stwierdził świadek.

W toku przesłuchania Krzysztof Brejza z PO pytał również o wątek firmy Excelo, która odpowiadała za reklamę i PR m.in. należących do Amber Gold linii lotniczych OLT Express. – Na początku realizacji jedna z głównych wersji była taka, że pieniądze z Amber Gold są wyprowadzane za pośrednictwem tej firmy reklamowej (Excelo–PAP), za pomocą usług niematerialnych – zeznał Gruszka.

Brejza pytał też świadka o wątek Łukasza Daszuty, współpracownika szefa Amber Gold. – W zachowaniu Łukasza Daszuty można było zaobserwować chęć zgromadzenia po swojej stronie jak największej ilości środków z Amber Gold. Ja stałem na stanowisku, że należy rozważyć możliwość postawienia wymienionemu mecenasowi zarzutu pomocnictwa do przestępstwa – mówił świadek.

– Dlaczego nie postawiono mu zarzutów? – dopytywał polityk Platformy. – To już pytanie do prokuratury – odparł Gruszka.
„Jestem zadowolony z ogromu pracy ABW ws. Amber Gold”

Świadek, odpowiadając Witoldowi Zembaczyńskiemu (Nowoczesna), powiedział, że jest zadowolony z działań ABW ws. Amber Gold. – Jestem zadowolony z ogromu pracy, jaki został wykonany w tej sprawie przeze mnie i przez moich funkcjonariuszy. Natomiast nie jestem zadowolony z braku obiektywnej oceny tych działań, że nie ma spokojnego spojrzenia na możliwości i zasoby, którymi dysponuje ABW – powiedział Gruszka.

Ocenił, że praca gdańskiej delegatury ABW, przy ówczesnym stanowisku prokuratury, została dobrze wykonana. – Rola informacyjna ABW w tej sprawie została wypełniona – powiedział Gruszka.

Zembaczyński pytał także, czy gdańska ABW miała ze strony centrali Agencji czy prokuratury „jakiekolwiek hamulce” na zajmowanie się sprawą Amber Gold i poszczególnymi wątkami.

– Z centrali – nie, żadnych (...). W momencie, kiedy prokuratura łódzka przejęła tę sprawę, to było widać wyraźnie, że tutaj inicjatywa dowodowa ma leżeć po stronie prokuratury. Nie była prokuratura otwarta na żadne bardziej zaawansowane ewentualnie czynności z podejrzanym, mam tu na myśli jakąś kombinację operacyjną itd. – powiedział świadek.

– Widziałem wyraźnie, że tylko prokuratura w tej sprawie będzie wykonywać czynności – dodał.

Gruszka zeznał, że gdyby w 2011 r. wystąpiono do prokuratury o zwolnienie banku z tajemnicy bankowej i przekazano kopie wyciągów z kont do prokuratury czy policji „sprawa (Amber Gold) byłaby jasna”. Świadek powiedział, że problem z Amber Gold jako piramidą finansową polegał na tym, że na początku nie było osób poszkodowanych.

Kalendarz transmisji

Czerwiec 2018
PnWtŚrCzPtSoNd
     1 2 3
 4 5 6 7 8 9 10
 11 12 13 14 15 16 17
 18 19 20 21 22 23 24
 25 26 27 28 29 30 
godziny transmisji mogą ulec zmianie z przyczyn organizacyjnych