Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Ta witryna wykorzystuje pliki cookies do przechowywania informacji na Twoim komputerze. Pliki cookies stosujemy w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.

zaloguj się
Dostępność





 
Strona główna » Aktualności

Bondaryk: Marcin P. próbował skierować zainteresowanie na M. Tuska

15:03, 16.05.2018;   autor: msies;   źródło: PAP

– W marcu 2012 r. dowiedziałem się o zamiarze powstania linii lotniczych OLT Express, poleciłem przygotowanie informacji nt. tej inicjatywy, z delegatury stołecznej ABW dowiedziałem się, że OLT należy do Amber Gold - powiedział przed sejmową komisją śledczą b. szef ABW Krzysztof Bondaryk.


Podziel się:   Więcej

Bondaryk powiedział, że w ABW pracował od listopada 2007 roku, a szefem Agencji był do stycznia 2013 r. Jak mówił, po raz pierwszy dowiedział się o sprawie Amber Gold prawdopodobnie w marcu, kwietniu 2012 r.

– Dochodziły do mnie, tak jak pewnie do wszystkich, sygnały prasowe o otwarciu nowej linii lotniczej (...) w marcu 2012 r. dowiedziałem się o zamiarze powstania nowej linii lotniczej, która miała rozpocząć działalność od 1 kwietnia 2012 r. Zainteresowała mnie ta informacja, poprosiłem podległe mi jednostki analityczne o przygotowanie informacji nt. tej inicjatywy – powiedział Bondaryk.

Jak mówił, bodajże w kwietniu otrzymał informacje, ale „były one powierzchowne i niezadowalające”. – W związku z powyższym materiał ten poleciłem pogłębić delegaturze stołecznej (ABW). Stamtąd uzyskałem wiedzę, czym jest OLT, że należy do Amber Gold i że wiedza o właścicielach jest bardzo niewielka. Następnie poleciłem pogłębiać wiedzę – powiedział świadek.

B. szef ABW Krzysztof Bondaryk stanął przed komisją śledczą ds. Amber Gold
 
 
 
...
 
„W maju 2012 r. delegaturze stołecznej udało się stwierdzić, że nie ma złota”

Zaznaczył, że oferta Amber Gold była promowana w mediach i posługiwano się certyfikatami z sugestią, że istnieją zasoby złota odpowiadające lokatom. – W maju 2012 r. delegaturze stołecznej udało się stwierdzić, że nie ma złota, czyli to, co publicznie było oferowane klientom – inwestycje oparte o certyfikat, o złoto, handel, kursy złota czy zyski z tzw. lokat w złoto – prawdopodobnie jest oszustwem – powiedział b. szef ABW.

– I to prawdopodobieństwo skłoniło mnie do podjęcia dalszych działań w kierunku powiadomienia i organów państwa, i prokuratury – powiedział Bondaryk.

Jak mówił, nie wykluczał, że funkcjonariusze przychodzili do niego w różnych sprawach, ale jak mówił, na swoje pytania uzyskiwał niezadowalające odpowiedzi i nakazywał wiedzę pogłębiać.
„O działaniach w ABW z 2010 r. ws Amber Gold dowiedziałem się po zakończeniu pracy w Agencji”

Wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski (PiS) przypomniał, że pierwsze czynności operacyjno-rozpoznawcze podejmowane przez funkcjonariuszy ABW prowadzone były w czerwcu i lipcu 2010 r. i podejmował je jeden z funkcjonariuszy delegatury gdańskiej ABW.

Krajewski zapytał, kiedy pierwszy raz świadek powziął wiedzę na temat tych czynności operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych w 2010r. ws. Amber Gold. Bondaryk odpowiedział: „na pewno nie w czasie, kiedy byłem szefem Agencji”.

Krajewski dociekał, czy wiedzę na temat nieprawidłowości ws. Amber Gold, które w 2010 r. uzyskali funkcjonariusze ABW uzyskał po odejściu z Agencji. – Informacje, które pan poseł przekazuje tutaj, dowiedziałem się (o tym) po zakończeniu pracy w ABW.

Poseł dopytywał, czy wiedzę na temat tych działań Bondaryk powziął z prac komisji śledczej. Świadek odpowiedział, że „prawdopodobnie”.

„Moje działania w marcu, kwietniu 2012 r. rozpoczęły faktyczną działalność ABW ws. Amber Gold،

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, czy pierwsza wiedza nt. Amber Gold, którą „przynieśli” mu funkcjonariusze ABW pochodziła z delegatury gdańskiej czy stołecznej. Bondaryk odpowiedział, że „pierwsza wiedza pochodzi z Centrum Analiz” ABW, ze „standardowych zasobów”. Jak mówił Bondaryk, dziwiło go, że nie ma meldunków nt. działań w tej sprawie, a wiedza jest oparta na „szczątkowych materiałach, częściowo jawnych, częściowo medialnych, częściowo informacji, które nie pochodzą z działań operacyjnych”. Bondaryk powiedział, że kazał się zająć sprawą Amber Gold delegaturze stołecznej ABW. – I rozumiałem, że delegatura stołeczna będzie tą kwestie wyjaśniać – dodał.

„Brakiem złota zajmowała się delegatura warszawska”

Świadek był dopytywany, kiedy dowiedział się, że ABW z Gdańska od sierpnia 2011 r. zbierała i posiadała informacje o OLT i Amber Gold. – Informacje, które otrzymywałem zakładały, że o Amber Gold i o braku złota zajmuje się delegatura warszawska, natomiast Gdańsk po pewnym czasie złożył wyjaśnienia w tej sprawie i wtedy otrzymałem informacje o działaniach Gdańska, ale to było później – zaznaczył Bondaryk.
„Moje działania w marcu i kwietniu rozpoczęły faktyczną działalność ABW ws. Amber Gold

Następnie Wassermann pytała o informację przedstawioną Sejmowi w 2012 r. przez ówczesnego ministra koordynatora Jacka Cichockiego nt. Amber Gold. Przewodnicząca komisji chciała wiedzieć, na jakiej podstawie w sierpniu 2012 r. Cichocki powiedział, że ABW zajmuje się sprawą od marca 2012 r., chociaż bez wątpienia pierwsze działania były w sierpniu 2011 roku.

Bondaryk podkreślił, że w 2012 r. ABW przygotowała na potrzeby ministra koordynatora i komisji ds. służb specjalnych kalendarium działań ABW w tej sprawie. – Przygotowując to kalendarium uznałem, że moje działania w marcu i kwietniu rozpoczęły faktyczną działalność ABW w tej sprawie, bo szef Agencji przesądził o zajęciu się tą sprawą – powiedział Bondaryk.

Wassermann oceniła jednak, że wprowadzono posłów i opinie publiczną w błąd. – W tym kalendarium jest informacja, że ABW weszła w posiadanie (informacji) i zaczęła działania w marcu 2012 r., a to jest po prostu nieprawda – powiedziała szefowa komisji.

Bondaryk stwierdził, że Wassermann mówi nieprawdę; w odpowiedzi przewodnicząca komisji pytała, czy kwestionuje on fakt m.in., że w 2011 r,. w Gdańsku powstały notatki i pozyskano pierwsze informacje „wyprzedzające”, że powstanie linia lotnicza OLT w „celu przestępczym”; czy kwestionuje fakt, że w 2011 ABW wiedziała, że szef Amber Gold Marcin P. jest wielokrotnie karany; czy kwestionuje, że ABW miała informacje, że Amber Godd jest „na czarnej liście” nadzoru finansowego i według KNF prowadzi działalność parabankową.

– Kwestionuję informację, że to jest wiedza, były to informacje, prawdopodobnie, bo ich nie znałem ówcześnie, na poziomie funkcjonariusza i jego bezpośredniego przełożonego. Dokonywał takich lub innych ocen, o których nie poinformowano przełożonych wyższego rzędu – powiedział Bondaryk.

Podkreślał, że były to informacje jednoźródłowe, niepotwierdzone, niezweryfikowane.

– Z mojej inicjatywy ABW zaczęła zajmować się intensywnie OLT, a także Amber Gold i wyjaśnieniem, czy rzeczywiście mamy do czynienia z podejrzeniem przestępstwa, oszustwem czy mamy do czynienia z biznesem – powiedział Bondaryk.
Wassermann przytoczyła notatki, w których były informacje dotyczące zagrożenia wynikającego z przejęcia przez Amber Gold upadającej linii lotniczej OLT. – Te notatki, które pochodzą z sierpnia, to są notatki, które mówią o wejściu w biznes lotniczy, o tym, że ten biznes będzie przestępstwem, o tym, że pracownicy zdają sobie sprawę, że założenia są nierealne i być może będzie on służył do prania brudnych pieniędzy – mówiła Wassermann. Zwracała też uwagę, że lotnisko w Gdańsku nie aresztowało ostatniego samolotu b. właściciela linii lotniczych JetAir (m.in. na bazie tych linii powstały OLT) Krzysztofa Wicherka, który – jak podkreśliła przewodnicząca – był bankrutem, a samolot może służyć do przewozu pieniędzy dla Marcina P. do Hamburga.

Wassermann podkreśliła, że „mówienie o tym, że nie było to we właściwości ABW, jeżeli te notatki są pełne informacji wejścia w sektor lotniczych, to, chyba się pan zgodzi, jest chybione”. Bondaryk odparł, że się z tym stwierdzeniem nie zgodzi. – W marcu, kwietniu, a może nawet do końca sierpnia, września nie posiadałem tej wiedzy, o której pani tutaj mówi – stwierdził.

Wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski spytał, czy świadek został wprowadzony w błąd przez swoich funkcjonariuszy, którzy nie poinformowali go o czynnościach operacyjno-rozpoznawczych podejmowanych ws. Amber Gold w 2011 r. i czy to nie Bondaryk wprowadzał w błąd Cichockiego, który w Sejmie mówił, że ABW zajmuje się sprawą Amber Gold od marca 2012 r. Bondaryk odpowiedział: – Nikogo nie wprowadzałem w błąd.
„Jedną z hipotez było, że Marcin P. był »słupem«, nie udało się ustalić kto za nim stał”

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała Bondaryka – szefa ABW w latach 2008–2013 – czy szef Amber Gold Marcin P. był „słupem”.

– Na okres kiedy kierowałem Agencją wyjaśnialiśmy tę kwestię, nie uzyskaliśmy wiarygodnej informacji, kto za nim stał, choć to była jedna z głównych hipotez, że nie był samodzielny i ktoś za nim musiał stać – mówił Bondaryk. – Agencja prowadziła wielorakie czynności analityczne, operacyjne i śledcze, niestety nie udało nam się tego ustalić, ani innym służbom, z którymi współpracowaliśmy – powiedział Bondaryk.

B. szef ABW został też zapytany, skąd Marcin P. miał pieniądze. Bondaryk mówił, że część z nich mogła pochodzić z poprzednich przedsięwzięć Marcina P. np systemu Multikasy (pod tym szyldem działała od 2002 – 2004 r. firma, w której władzach zasiadał Marcin P.; przyjmowała od klientów opłaty za prąd, gaz, telefon itp.; po dwóch latach działalności okazało się, że pieniądze przestały trafiać na konta elektrowni, gazowni itp.). – Być może część pochodziła z pożyczek rodzinnych, być może z innych źródeł – mówił Bondaryk. Dodał, że postępowanie w tej sprawie nie zostało zakończone do czasu jego odejścia z ABW.

Wassermann dopytywała, co zatem ABW udało się ustalić w sprawie Amber Gold. Bondaryk zastrzegał, że on znał sprawę od wiosny 2012 roku, bo wcześniejsze notatki funkcjonariuszy nie wyszły poza niski szczebel, bo ich zwierzchnicy uznawali, że nie jest to sprawa dla ABW.

– „Udało nam się określić przepływy finansowe, udało nam się przerwać działalność przestępczą i na tyle ile zostało zabezpieczyć mienie, w tym złoto – powiedział b. szef ABW.

Przyznał, że Agencja początkowo przeszacowała liczbę poszkodowanych w aferze, wskazując na kilkadziesiąt tysięcy, nie doszacowała natomiast strat finansowych, bo szacowała je na 25 milionów zł. – Było więcej pieniędzy, natomiast mniej pokrzywdzonych – dodał.
„Notatka z maja 2012 r. powstała, bo należało poinformować o możliwości oszustwa”

24 maja 2012 r. Bondaryk – wówczas szef ABW – wysłał notatkę m.in. do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów Jacka Rostowskiego. Była to informacja z art. 18 ustawy o ABW, czyli mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP. W piśmie poinformowano, że w ocenie Agencji Amber Gold to piramida finansowa, a środki klientów wyprowadzane są do należących do spółki linii lotniczych OLT Express i że w najbliższych dniach ABW złoży zawiadomienie do prokuratury.

– Kontekst sytuacji był taki, że należało poinformować najwyższe władze w kraju o możliwości zaistnienia tego oszustwa, które by skutkowało z jednej strony bankructwem linii OLT, także w trakcie Euro oraz dużymi kosztami społecznymi – powiedział.

Wiceszef komisji śledczej Jarosław Krajewski (PiS) dopytywał świadka, czy jego decyzją było pominięcie w notatce informacji o zagrożeniu dla LOT, co – jak powiedział – było we wcześniejszych notatkach funkcjonariuszy ABW.

Bondaryk odpowiedział, że czasem funkcjonariusze bardzo dużo piszą i „potrzebna jest pewna korekta”. Dodał, że „istotą tej informacji było, że nie ma złota i będziemy mieli duży problem”. – Widział pan zagrożenie w finansach obywateli, a nie w tym, że LOT może nie przetwrać – zwróciła się do świadka szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS).

Posłowie dopytywali też, z kim z adresatów notatki Bondaryk osobiście rozmawiał i czego oczekiwał po poszczególnych instytucjach.

Bondaryk odpowiedział, że rozmawiał z szefem MSW Jackiem Cichockim i ministrem finansów Jackiem Rostowskim, natomiast z ministrem transportu Sławomirem Nowakiem i szefem KNF Andrzejem Jakubiakiem – nie. W oddzielnym trybie rozmawiał też z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem.

– Od aparatu skarbowego oczekiwałem intensywnych działań w tym zakresie, co do kwestii lotniczych, także działań zgodnych z obowiązujących prawem – powiedział Bondaryk. Jak mówił, od szefa KNF ABW oczekiwała „więcej wiedzy o Amber Gold i działaniach KNF”.

Przyznał, że Jacek Rostowski początkowo z dużą rezerwą odniósł się do sprawy, a wagę problemu docenił dopiero po pewnym czasie. Sam Bondaryk natomiast uważał, że należy w sprawie Amber Gold zwiększyć wysiłek aparatu skarbowego i jeszcze wcześniej rozmawiał na ten temat z generalnym inspektorem informacji finansowej Andrzejem Parafianowiczem.

Poseł Krajewski pytał, czy świadek pamięta zainteresowanie ówczesnego premiera Donalda Tuska sprawą Amber Gold przed 24 maja 2012 roku. – Nie miałem takiego sygnału – odpowiedział Bondaryk.

Posłowie pytali też, czy Tusk interesował się sprawą z uwagi na współpracę jego syna Michała z liniami lotniczymi OLT Express. Bondaryk odpowiedział, że ten wątek się nie pojawiał, a ABW we wczesnym etapie nie wiedziała o pracy Michała Tuska dla OLT.
„Marcin P. próbował skierować zainteresowanie na M. Tuska, by skompromitować aparat państwowy”

Wiceprzewodniczący komisji Tomasz Rzymkowski(Kukiz'15) pytał, skąd świadek dowiedział się o współpracy Michała Tuska z liniami OLT Express.

Bondaryk odpowiedział, że „z tego co pamięta taką wiedzę pozyskał z działań służbowych” od jednego z dyrektorów ABW. – Na pewno była to wiedza, która była uzyskana w pakiecie informacji związanych z zagrożeniem wycieku oraz prowokacjami, które pan Marcin P. próbował wykonać wobec Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i opinii publicznej z użyciem faktu, że zatrudniał na umowę zlecenie pana Michała Tuska. Było to prawdopodobnie na początku sierpnia (2012 r.) – powiedział.

Rzymkowski chciał się dowiedzieć od świadka, kiedy pierwszy raz rozmawiał z Donaldem Tuskiem na temat współpracy Michała Tuska z OLT Express. Bondaryk odpowiedział, że z Donaldem Tuskiem rozmawiał na temat Amber Gold i OLT. Świadek przyznał, że było to w sierpniu 2012 r. po opublikowaniu informacji prasowej na temat tej współpracy.

Rzymkowski stwierdził, że „świadek wcześniej nie poinformował (Donalda Tuska), choć wiedzę miał iż przedmiotem rozmów Marcina P. ze współpracownikami jest próba wywarcia presji i granie kartą Michała Tuska”. Bondaryk odpowiedział, że „nie poinformował, bo nie wiedział”.

Bondaryk zeznał, że kiedy się dowiedział o współpracy Michała Tuska z OLT Express premiera nie było w kraju.

– W mojej ocenie pan Marcin P., również pod wpływem specjalistów od zarządzania kryzysowego postanowił rozegrać tę kartę medialną kierując ogromne zainteresowanie i polityczne, i medialne, i społeczne na syna premiera, to jest oczywiste, w celu skompromitowania aparatu państwowego – powiedział Bondaryk.

Na pytanie, jak wyglądała rozmowa z premierem Tuskiem Bondaryk powtórzył, że z szefem rządu rozmawiał na temat działań ABW ws. Amber Gold. Zapytany, jakie informacje przekazał Donaldowi Tuskowi ws. jego syna, Bondaryk odpowiedział, że „w kontekście syna nie przekazywał mu” informacji.

Świadek dodał, że „być może wystąpił wątek Michała Tuska”, ale nie pamięta reakcji premiera.

Rzymkowski przywołał kwestię podsłuchów procesowych, które zostały uruchomione 27 lipca 2012 r. Poseł pytał, czy Bondaryk wiedział, że tematem rozmów Marcin P. jest ówczesny szef MSW Jacek Cichocki. Świadek odpowiedział: „z tego co wiem i wiedziałem wcześniej przedmiotem działania pana Marcina P. było wprowadzenie dezinformacji”.

Dopytywany, na czym polegała ta dezinformacja świadek odpowiedział, że „stworzono wrażenie u Marcina P., grupa doradców z Warszawy stworzyła wrażenie, że posiada (on) wpływy czy prywatną znajomość z ministrem Cichockim i może znacząco wpłynąć na los Marcina P.”.

B. szef ABW przyznał, że ten wątek był przekazany do prokuratury. Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) w odpowiedzi przypomniała, że prokuratura się tym nie zajęła.
„ABW nie miała tytułu prawnego, by sprawdzić, czy w BGŻ jest złoto Amber Gold

Tomasz Rzymkowski (Kukiz'15) pytał byłego szefa ABW, jakie były okoliczności zawiadomienia przez bank BGŻ stołecznej delegatury ABW w dniu 15 maja 2012 roku o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefów Amber Gold.

Bondaryk wyjaśniał, że formalnie ABW nie miało tytułu prawnego, by sprawdzić, czy w skarbu BGŻ jest złoto, które miało być zabezpieczeniem lokat Amber Gold. Zadaniem stołecznej delegatury ABW było zatem „znalezienie drogi prawnej”, by bank mógł poinformować Agencję o zawartości skarbca.

– Bank znalazł drogę prawną i stwierdził, że tam złota nie ma, o czym poinformował ABW stosownym zawiadomieniem o przestępstwie – mówił były szef ABW.

Celem takiego działania Agencji, dodał Bondaryk, było przerwanie działalności przestępczej i „zmuszenie prokuratury do działania”.
„Nacisk ABW na prokuraturę był na granicy dopuszczalności”

Krzysztof Brejza (PO) pytał świadka o pismo z 24 listopada 2011 r. wysłane przez ówczesnego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka (szef KNF w l.2011–2016) do ówczesnego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta ostrzegające o działalności Amber Gold.

Bondaryk zeznał, że tego typu pisma nie otrzymał z KNF, czym jest „troszeczkę zawiedziony”. Jak mówił, było ustalenie, że KNF będzie informować ABW o ważnych dla państwa „zdarzeniach z rynku finansowego, na które zwracają uwagę”.

Świadek zeznał, że pamięta wiele informacji, które b. szef KNF Stanisław Kluza (kierował KNF w l.2006–2011) przysyłał mu na temat SKOK-ów. – Natomiast niestety ani pan Kluza, ani pan Jakubiak nie poinformowali ABW o ich pojęciu sprawy Amber Gold, chociaż złożyli zawiadomienie, co się bardzo chwali – zaznaczył Bondaryk.

Brejza dopytywał, czy takie pismo, na dziesięć miesięcy przed upadkiem Amber Gold, powinno trafić do adresata, czyli prokuratora generalnego. – Oczywiście (...) niewątpliwie pismo tej wagi powinno być przeczytane w prokuraturze, nie powinno być zlekceważone, nie powinno być odesłane w kosmos – powiedział świadek.

Brejza wyjaśnił, że wiceszef sekretariatu prokuratora generalnego nie przedstawił tego pisma i zdecydował o przekazaniu go do Departamentu Postepowań Przygotowawczych, dalej spłynęło do Gdańska do prokuratury apelacyjnej i prokuratury okręgowej.

Następnie poseł PO pytał m.in. o pracę prokuratury ws. Amber Gold. Bondaryk powiedział, że po dwóch rozmowach z prokuratorem generalnym miał nadzieję, że prokuratura intensywnie razem z ABW zajmie się tym tematem. – Spodziewałem się, przynajmniej tak liczyłem na to, że w ciągu dwóch miesięcy zlikwidujemy ten problem – powiedział Bondaryk.
ABW starała się współpracować z prokuraturą

Podkreślił, że celem ABW było szybkie działanie i Agencja starała się bardzo mocno współpracować z prokuraturą.

– My byliśmy przygotowani do szybkich realizacji i zabezpieczenia materiałów procesowych, ze strony prokuratury niestety był ciągły, nie chcę powiedzieć, jakaś obstrukcja, ale generalnie stawiano terminy bardziej odległe – powiedział Bondaryk.

Dlatego, jak mówił, po interwencjach dyrektorów ABW zdecydował się na kolejną interwencję i spotkanie z prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem. – Chodziło o kwestię skutecznego przerwania działalności przestępczej – podkreślił Bondaryk.

– Skutkiem tej interwencji była narada w Prokuraturze Generalnej z udziałem prokuratorów z Gdańska i funkcjonariuszy ABW w kontekście realizacyjnym – powiedział Bondaryk.

Podkreślił, że prokurator jest decydujący dla postępowania i dla realizacji działań. – Nacisk ze strony Agencji i tak był bardzo mocny, można powiedzieć na granicy dopuszczalności – podkreślił Bondaryk.

Brejza pytał dalej, czy ataki szefa Amber Gold Marcina P. na ABW i oskarżenia o niszczenie działalności gospodarczej spowalniały działania Agencji. Bondaryk odpowiedział, że spodziewał się, że „tak ogromna, rozwinięta struktura przestępcza” może reagować w ten sposób.

– Wydane pieniądze na media ze strony Marcina P. w postaci reklam, różnych kontraktów, opłat medialnych, powodują, że życzliwość prasy w stosunku do tego podmiotu, do właściciela jest duża. A życzliwości prasy do podmiotu jakim jest ABW nigdy nie było (...). Łatwym celem była ABW i prokuratura w tym zakresie do atakowania, że niszczą działalność gospodarczą – powiedział Bondaryk.

– Myślę, że mogło to wpływać na działanie funkcjonariuszy i prokuratorów, na moje działanie nie wpłynęło – zaznaczał b. szef ABW.

Podział wątków na delegatury?

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała Bondaryka, czy w ABW był podział zgodnie z którym wątkiem lotniczym ma zajmować się delegatura warszawska ABW, a Amber Gold „jako piramidą finansową” ma zająć się delegatura gdańska.

– Trudno mi w tej chwili powiedzieć, czy był taki podział, czy nie był takiego podziału, jednostki pracowały razem, wymieniały informacje (...) wydawało się, że ta wymiana informacji jest wystarczająca. Żadnych takich formalnych, z tego, co pamiętam, podziałów nie było, oczywiście Gdańsk był wiodący, a wspierała delegatura stołeczna – powiedział Bondaryk.

Wassermann przytoczyła wcześniejsze zeznania jednego z funkcjonariuszy ABW, który mówił, że zapadło ustalenie, że wątkiem lotniczym, linii OLT ma zajmować się delegatura stołeczna. – Trudno mi się do tego odnieść (...) w tym czasie wszyscy pracowali razem – odpowiedział Bondaryk.
„Przerwanie działalności parabankowej likwidowałoby działalność przestępczą Marcina P”

– Przerwanie działalności parabankowej likwidowałoby działalność przestępczą Marcina P. – powiedział b. szef ABW Krzysztof Bondaryk. Gdy Amber Gold zaczęła ekspansywanie pozyskiwać środki, to był ostatni moment, kiedy prokurator powinien stwierdzić, czy dochodzi do przestępstwa – ocenił Bondaryk

Członek komisji ds. Amber Gold Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka, kto „zawalił” sprawę Amber Gold. Bondaryk powiedział, że podstawowe pytanie brzmi, „na którym etapie organy państwa reagowały, a na którym nie”.

– Moim zdaniem w kategorii podstawowej jest to przestępstwo parabankowe, wszystkie inne mają charakter pomocniczy, choć waga ich jest większa (...) Przerwanie działalności parabankowej likwidowałoby działalność przestępczą pana Marcina P., gdyby można było tę sprawę zamknąć na etapie pierwszego zawiadomienia ze strony Komisji Nadzoru Finansowego – stwierdził.

Pytany, czy przesuwa ciężar niedopełnienia obowiązków na prokuraturę, Bondaryk powiedział, że „jeżeli na pierwszym etapie śledztwa sprawa jest prowadzona właściwie, to przestępstwo zostaje zlikwidowane”. – Jeśli prokuratura prowadzi (sprawę), a równocześnie działalność przestępcza się rozwija, to ona ogarnia coraz większe obszary i wymyka się kontroli tej prokuratury, prokuratorowi, policji, czy każdej innej służbie – mówił.

– Gdy nastąpiła ekspansywna działalność Amber Gold w kategorii pozyskiwania środków, to był ostatni moment, kiedy prokurator powinien stwierdzić, czy to jest przestępstwo, czy to jest oszustwo, czy jest złoto, którym mami klientów Marcin P. swoimi ulotkami, plakatami, artykułami – powiedział Bondaryk i dodał, że ten element nie został wyjaśniony na pierwszym etapie śledztwa. – Moim zdaniem, to był kluczowy (moment) do przerwania tej działalności – powiedział b. szef ABW.

Poseł Nowoczesnej zapytał, kto zdaniem świadka powinien zajmować się sprawą Amber Gold. W ocenie Bondaryka jest to „klasyczna sprawa kryminalnego oszustwa”. Wskazywał, że powinna się sprawą zajmować policja i prokuratura. Zembaczyński dopytywał, czy był to błąd, że zajmowała się nią ABW. Bondaryk zaprzeczył. – Gdybyśmy nie zaczęli działać, to ta działalność przestępcza mogłaby trwać dalej. Ocenił, że np. inny prokurator na innym poziomie prokuratury np. wojewódzkiej czy okręgowej, mógłby te sprawę rozwikłać.

Zembaczyński pytał, czy ws. Amber Gold prokuratura rejonowa Gdańsk–Wrzeszcz – do której zawiadomienie KNF ws. Amber Gold trafiło już w końcu grudnia 2009 r. – była „hamulcowym”. Bondaryk stwierdził, że trudno mu powiedzieć. – Relacje z prokuraturą rejonową ABW miała w zasadzie żadne – mówił. Dodał, że kontakty były sporadyczne.
„Ws. Marcina P. była inercja aparatu skarbowego i prokuratury” – Na pewno inercja aparatu skarbowego i prokuratury w tej sprawie była – powiedział w środę przed komisją śledczą ds. Amber Gold b. szef ABW Krzysztof Bondaryk pytany, czy w Trójmieście działał układ, który roztoczył parasol nad szefem Amber Gold Marcinem P.

Bondaryk ocenił, że nie było właściwych kontroli skarbowych. Zaznaczył, że nie ma wiedzy, żeby był układ w rozumieniu świata przestępczego.

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała, jaki był ustalony przez ABW cel powstania linii lotniczych OLT, które należały do Amber Gold. Bondaryk powiedział, że było kilka hipotez, ale nie zna ostatecznych ocen. Dodał, że był zbierany i analizowany materiał procesowy, aby ABW dysponowała stanem faktycznym sprawy.

Wassermann stwierdziła, że ABW miała tylko informację dot. kwestii doprowadzenia przez OLT do upadku LOT–u. Zapytała, po co delegatura stołeczna ABW założyła kwestionariusze linii lotniczych OLT i osós z nimi związanych, skoro nie ma żadnych ustaleń.

Bondaryk odpowiedział, że „działalność Marcina P. i jego spółek została przerwana, a LOT nie upadł”. Dodał, że jego zdaniem „materiał procesowy i analiza tego materiału dałaby podstawę także do wskazówek operacyjnych i do wniosków, które pracownicy i funkcjonariusze delegatury stołecznej mieli dalej prowadzić”. Dodał, że w październiku 2012 r., kiedy nastąpiło przekazanie śledztwa do prokuratury w Łodzi, ABW utraciła dostęp do akt głównych śledztwa.

Przewodnicząca komisji pytała, czy ABW ustaliła, czy dochodziło do nieformalnych spotkań między pracownikami LOT–u, Ministerstwa Skarbu a prezesami OLT i czy podejmowano celowe działania dążące do upadku i bankructwa LOT–u. „Nie uzyskaliśmy takich informacji, skoro ich nie znam” – odpowiedział Bondaryk.

Wassermann przytoczyła informację o rozmowach Ministerstwa Skarbu z tureckim przewoźnikiem ws. kupna LOT–u, i że odstąpienie od dalszych rozmów przez stronę turecką, mogło mieć związek z pojawieniem się w Polsce OLT. Posłanka zapytała, jakie efekty tego postępowania przedstawiono świadkowi. „Nie przypominam sobie, aby były konkretne efekty” – odpowiedział. Zaznaczył jednak, że kwestia prywatyzacja LOT–u była w zainteresowaniu ABW niezależnie od zainteresowania OLT i Amber Gold.

Dopytywany przez przewodniczącą komisji, Bondaryk stwierdził, że ABW badała rola prezesów spółek lotniczych, ale stwierdził, że nie pamięta szczegółów.

Wassermann przywołała też pismo ABW do Biura Ochrony Rządu z 28 czerwca 2012 r.; w piśmie tym w odpowiedzi na zapytanie BOR, ABW informowała, że nie posiada informacji mogących świadczyć o zagrożeniach terrorystycznych dla osób ochranianych przez BOR w przypadku korzystania z linii OLT Express.

Bondaryk ocenił to, jako „uchybienie w pracy i pomyłkę”. Dodał, że ta informacja została później sprostowana. „Zdarzają się pomyłki i uchybienia w pracy” – dodał.
Bondaryk: KNF nie zwróciła ABW uwagi na Amber Gold

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka, jak to się stało, że KNF wpisała Amber Gold w 2009 roku na swoją listę ostrzeżeń publicznych, ale Agencja na ten wpis nie zareagowała, mimo porozumienia z KNF.

Bondaryk odpowiedział, że szef KNF „nie poinformował ABW drogą formalną”. – W innych sprawach nas pytał lub informował o zagrożeniu bezpieczeństwa państwa, jeśli chodzi o system finansowy, natomiast w sprawie Amber Gold nie poinformował – zaznaczył. Nie wykluczył, że gdyby takie zawiadomienie do ABW trafiło, sprawa mogłaby się inaczej potoczyć.

– Widocznie z ówczesnej oceny pana Kluzy (Stanisława – w latach 2006–11 szefa KNF) nie wynikały zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, które ówcześnie, w 2009 czy 2010 roku miały miejsce ze strony Amber Gold”– mówił były szef ABW.

– Skoro organ odpowiedzialny za bezpieczeństwo finansowe nie uznaje tego zagrożenia za właściwe dla bezpieczeństwa państwa, nie zawiadamiając nas, to nie jest to temat dla nas – powiedział Bondaryk.

Wywołało to reakcje szefowej komisji Małgorzaty Wassermann (PiS), że ABW „miało swoją wiedzę w 2010 roku i bardzo dobrą wiedzę w połowie 2011 roku”. – Funkcjonariusz miał, ale szef ABW nie miał – gdyby dostał pismo od pana Kluzy, to by miał – odpowiedział Bondaryk.

Świadek był również pytany przez posła Zembaczyńskiego o ochronę kontrwywiadowczą najważniejszych osób w państwie, w kontekście gry, jaką mógł podjąć z władzami państwa Marcin P. dzięki zatrudnieniu w OLT Express Michała Tuska.

Były szef ABW zaznaczył, że w tej sprawie nie jest zwolniony z tajemnicy, choć, jak dodał, „dziś jest bardzo podobnie”. – To jest moja opinia, nie wiedza – zastrzegł.

– Pan premier zawsze nakazywał mi pracę zgodną z prawem, w granicach prawa i nieprzekraczanie tych granic. W związku z tym nie nakazywał mi zajmowania się rodziną – powiedział Bondaryk. Zastrzegł, że zarówno premier, jak i prezydent mógł zlecić opiekę nad rodziną, choć jak dodał, „to, co jest nazywane ochroną kontrwywiadowczą, nie ma umocowania prawnego”.

Pytany przez posłankę Wassermann, czy ABW ustaliła, dlaczego szef firmy Finroyal Andrzej Korytkowski spotkał się z Marcinem P. i przelał mu pieniądze, które – jak stwierdziła – „poszły na Szeszele”, Bondaryk odpowiedział, że „nie zna tych ustaleń”.

Były szef ABW mówił także, że prokuratorzy byli bierni w sprawie Amber Gold, bo mogli obawiać się oskarżeń o doprowadzenie firmy do upadku oraz konsekwencji tego dla siebie.
„Ws. Amber Gold można było szybciej prowadzić czynności śledcze”

Stanisław Pięta (PiS) pytał Bondaryka, czy czuje się odpowiedzialny „za tak długie” funkcjonowanie Amber Gold i czy ma sobie coś do zarzucenia.

Bondaryk odpowiedział, że każdy przełożony bierze odpowiedzialność za podległych mu funkcjonariuszy. – ABW w tej sprawie działała zgodnie z prawem i w granicach prawa i w niektórych wypadkach działaliśmy też w stanie wyższej konieczności – podkreślił b. szef ABW.

– Oczywiście, że każdy z nas ma sobie coś do zarzucenia, wiele rzeczy należało zrobić lepiej, szybciej, być może nie do końca wierzyć wyłącznie w dobra wolę i przekazywane informacje – dodał.

Jak mówił, można było szybciej prowadzić czynności śledcze. – Niewątpliwie mam pretensje do siebie, że jednak nie zdecydowaliśmy się, zgodnie z sugestią prokuratora generalnego, na prowadzenie sprawy w Warszawie, może wtedy byłoby łatwiej ją prowadzić poprzez wydziały śledcze delegatury stołecznej, ale z drugie strony delegatura gdańska była na miejscu i tam wydział śledczy również był doświadczony, a zastępca dyrektora był długoletnim funkcjonariuszem pionu śledczego – powiedział Bondaryk.

Ocenił, że Amber Gold była sprawą, w której tysiące poszkodowanych zainwestowało w złudzenie, które oszust im przedstawił. – Można było być może temu zapobiec, my zrobiliśmy wszystko, moim zdaniem. Co mogłem zrobić, to zrobiłem – powiedział b. szef ABW.

„Najbardziej przełomowe w sprawie Amber Gold było ustalenie, że nie ma złota”

Pytany przez Tomasza Rzymkowskiego (Kukiz'15), co uważa za największy sukces ABW w kontekście afery Amber Gold Bondaryk odpowiedział: „przede wszystkim stwierdzenie, że nie ma złota”.

– Od trzech lat działała instytucja finansowa, parabank, który przedstawiał inwestycje w złoto, niektórzy inwestorzy potwierdzali swoje zyski z działalności Amber Gold, nie było pokrzywdzonych, którzy zgłaszaliby problem oszustwa, który zdominuje późniejsze procesowe działania i stwierdzenie, że mamy pewność, iż nie ma złota, implikuje dalsze działania – mówił Bondaryk.

– Gdyby od początku było jasne, że nie ma złota, cała inwestycja tzw. Amber Gold nie miałaby sensu, złudzenie, że jest złoto było głównym atutem Marcina P. i Amber Gold – dodał.

Stąd to ustalenie ABW – dodał – „było przełomowe”. „Bo spowodowało aktywne działanie prokuratury” – podkreślił Bondaryk.

Kalendarz transmisji

PnWtŚrCzPtSoNd
  1 2 3 4 5 6
 7 8 9 10 11 12 13
 14 15 16 17 18 19 20
 21 22 23 24 25 26 27
 28 29 30 31   
godziny transmisji mogą ulec zmianie z przyczyn organizacyjnych