zaloguj się
Dostępność

 
Strona główna » Aktualności

Co dalej z antywolnościowymi przepisami?

„Senat zabija prasę” – dziennikarze vs. politycy

13:00, 07.05.2012;   autor: em|en;   źródło: IAR, PAP

Redaktorzy naczelni gazet protestują przeciwko planowanym zmianom w prawie prasowym, nad którymi pracuje Senat. Izba wyższa chce m.in. w miejsce sprostowania wprowadzić obowiązek publikacji odpowiedzi prasowej.


Podziel się:   Więcej

„Wolność słowa jest zagrożona przez projekt nowelizacji prawa prasowego rodzący się w Senacie RP. To nie jest problem tylko dziennikarzy i redaktorów. To wyzwanie dla wszystkich obywateli Polski” – napisali redaktorzy naczelni pism w liście otwartym do senatorów.

Obecnie redaktor naczelny pisma jest obowiązany do opublikowania na wniosek zainteresowanej osoby „rzeczowego i odnoszącego się do faktów wiadomości nieprawdziwej lub nieścisłej” sprostowania albo odpowiedzi „na stwierdzenie zagrażające dobrom osobistym”. Projekt zmian w Prawie prasowym przygotowany przez senacką Komisję Ustawodawczą odchodzi od sprostowań i pozostaje przy odpowiedzi jako jedynej formie reakcji na publikacje prasowe. Miałaby odnosić się ona nie tylko do faktów podanych w materiale prasowym, ale też do zawartych w nim ocen.

W ocenie redaktorów naczelnych pism „ta pozornie drobna zmiana będzie mieć dramatyczne konsekwencje”.

„Sprostowanie odnosi się do faktów i publikowane jest wówczas, gdy dany artykuł zawiera fałsz, który można wykazać. Obowiązek jego zamieszczenia jest dla nas oczywisty i wynika z dążenia do prawdy. Uważamy, że gazety nie mają prawa kłamać, a gdy zdarza się im popełnić niezamierzone błędy – powinny je sprostować i przeprosić. Nie można jednak odbierać prasie prawa do formułowania opinii. Nie można też zmuszać żadnej redakcji do propagowania poglądów, z którymi się nie zgadza – a właśnie do tego zmierza projekt senatorów” – podkreślili redaktorzy.

Zaznaczyli, że w przeciwieństwie do sprostowania odpowiedź prasowa nie musi się odnosić do faktów, co – w ich ocenie – oznacza, że mogłaby ją wysłać do redakcji każda osoba w jakikolwiek sposób dotknięta publikacją.

„Nietrudno sobie wyobrazić konsekwencje: gazety zapełniłyby się odpowiedziami polityków, biznesmenów, artystów skrytykowanych przez dziennikarzy czy z innych powodów niezadowolonych z opublikowanych artykułów. Działy PR i marketingu firm nauczyłyby się wykorzystywać instytucję odpowiedzi do zamieszczania bezpłatnych reklam. Gazety prawicowe musiałyby publikować jako odpowiedzi artykuły polityków lewicy i odwrotnie – pisma lewicowe krytykowanych przez nie ideologów prawicy” – alarmują naczelni.

Kto chce „zakneblować media”?

Redaktorzy podkreślili, że „takie same rozwiązania wprowadzały rządy pragnące zakneblować media”.

„Głośnym przykładem była nowelizacja prawa prasowego dokonana przez rząd Roberta Fico na Słowacji w 2008 r. Protest mediów odbił się echem w całej Europie. Ostatecznie antywolnościowe zapisy wykreślono w zeszłym roku. Dziś polscy ustawodawcy zamierzają powtórzyć słowacki przykład. Póki nie jest za późno, póki spór o polskie prawo prasowe nie przekształci się w ogólnoeuropejski skandal kompromitujący nasz kraj, apelujemy: wycofajcie się z tych projektów” – napisali do senatorów.

List naczelnych opublikowały m.in. „Dziennik Gazeta Prawna”, „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Fakt”, „Super Express”, „Wprost” i „Newsweek”. Na tytułowych stronach tych pism znalazła się informacja: „Senat zabija prasę. Polskie media solidarnie protestują przeciwko skandalicznej zmianie prawa prasowego”.
Projekt senackiej komisji ma wykonać wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który w grudniu 2010 r. orzekł, że obecne przepisy Prawa prasowego nie precyzują, czym jest sprostowanie, a czym odpowiedź, wobec czego decyzję musi podejmować sam redaktor naczelny, co stawia go w sytuacji, która „nie jest dla niego przewidywalna”. TK uznał, że jest to niekonstytucyjne; termin utraty mocy tych przepisów odroczył do 14 czerwca 2012 r.

Propozycja pod obrady senackiej komisji

Pierwsze czytanie projektu noweli zaplanowano na wtorek. Ma odbyć się na wspólnym posiedzeniu trzech senackich komisji: ustawodawczej, kultury i środków przekazu oraz praw człowieka, praworządności i petycji.

Jak powiedział przewodniczący komisji ustawodawczej Piotr Zientarski (PO), projekt, który będzie na tym posiedzeniu omawiany, jest jedynie „punktem wyjścia”.

Nie możemy się ugiąć pod presją taką – bo tak to odbieram – że trzeba się wycofać, czy nie robić nic. Wtedy będzie działał wyrok TK i nie będzie obowiązku publikacji ani sprostowania ani odpowiedzi. Tego nie chcemy. Uważamy, że czy sprostowanie, czy odpowiedź powinna być, ale to jest sprawa otwarta – powiedział.

Na środę Zientarski zapowiedział konferencję prasową. Senackie komisje – jak podało biuro prasowe Senatu – mają zaprosić wszystkich zainteresowanych na spotkanie „o charakterze publicznych konsultacji”; ma to być okazja do wyrażenia opinii na temat projektu ustawy.

W ramach zakończonych z końcem kwietnia konsultacji do projektu krytycznie odniósł się m.in. minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Pod koniec kwietnia powiedział, że gotowy jest resortowy projekt nowelizacji Prawa prasowego. Został on przekazany do kancelarii premiera, w drugim kwartale powinien być omawiany na posiedzeniu Komitetu Stałego Rady Ministrów. Projekt ministerstwa usuwa prawo do odpowiedzi i podtrzymuje prawo do sprostowania.
Reakcje dziennikarzy

Redaktor naczelny „Gazety Krakowskiej” Wojciech Harpula: – Wprowadzenie instytucji odpowiedzi prasowej jest prostym krokiem do tego, by gazety – zamiast rzetelnie informować i ewentualnie prostować swoje niezamierzone błędy, staną się biuletynami, redagowanymi przez marketingowców, polityków, sztaby prasowe, biznesmenów.

Jak twierdzi redaktor naczelny „Dziennika Polskiego” Marek Kęskrawiec, gdyby Prawo prasowe zostałoby znowelizowane, gazety straciłby czytelników i zbankrutowały.

Będziemy mieli do czynienia albo z dwoma grzbietami gazet, czyli np. „Dziennik Polski” i „Dziennik Polski – odpowiedzi i komentarze polityczne”, albo będziemy umierać przez to, że ludzie przestaną nas czytać – mówi Kęskrawiec, dodając: trzeba będzie zmienić również stopkę redakcyjną, dodając rubrykę najbardziej „płodnych” polityków.

Jeżeli sprzeciw nie przyniesie rezultatu i przepisy wejdą w życie, to sam szef „Dziennika Polskiego” – jak mówi – będzie namawiał, by w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa nie stosować się do nich.

Namawiałbym swojego wydawcę, by to prawo zignorować. Po prostu je łamać, permanentnie. By robili to wszyscy. Zobaczymy, co się wtedy stanie i kto na tym lepiej wyjdzie. Obawiam się, że jeśli politycy wpadną na takie pomysły, to w następnej kadencji tych państwa, w tym nieszczęsnym Senacie, możemy już nie zobaczyć – mówi Kęskrawiec.